Menu
Archwium
Kategorie
Miniblog
Szukaj

Viva La France!

14 Sie 2007, 23:13:36, Fotoblog, Pozostałe | Trackback

Wczoraj wróciłem z prawie dwutygodniowej rodzinnej wycieczki do Francji. Pojechaliśmy tam dwoma samochodami w 8 osób - ja z bratem i moimi rodzicami, wraz z rodziną mojego wujka. Nabiliśmy samochodami łącznie jakieś 6tyś. km (4tyś. km sama podróż w obydwie strony + około 2tyś. km po samej Francji). W pierwszą stronę zatrzymaliśmy się na 3 nocki w Paryżu. Pierwszym zaskoczeniem było dla mnie to jak tam fatalnie jeżdżą samochodami, nie było praktycznie auta na ulicach nie poobijanego dookoła. W zasadzie to myślę, że nie odważyłbym się tam sam jeździć, no może po jakieś 2 tygodniowej aklimatyzacji ;). Baliśmy się tam nawet zaparkować samochód, bo Francuzi jak tylko widzieli gdzieś małą szczelinkę to wpychali się nie patrząc na to, że porysują przy tym sobie i komuś samochód - byłem nawet świadkiem jak koleś podjechał swoim peżocikiem, pod zaparkowany samochód i wcisnął gaz do dechy, aż koła zapiszczały i przepchnął drugi wóz tak, aby on mógł swobodnie zaparkować swój ;D. Kierunkowskazów to oni nie znają, albo nie wiedzą jak ich używać, bo włączają je kiedy im się spodoba, albo nie używają ich wcale - przez takiego delikwenta mielibyśmy o mały włos stłuczkę. O ruchu wkoło Łuku Triumfalnego nie wspomnę, zupełnie nie mam pojęcia jakimi oni się zasadami tam kierują.
W dodatku dla pieszych czerwone światło nie istnieje, bowiem jeżeli przywali w Ciebie samochód nawet na czerwonym świetle, to wina jest po stronie kierowcy, zatem każdy łazi tak jak chce i ma gdzieś to, że auta na niego trąbią - po prostu wolna amerykanka ;).

No dobra ale do rzeczy. W Paryżu tyle się nachodziliśmy, że aż mi nogi w tyłek wchodziły. Byliśmy zwiedzić Plac Concorde (Iglicę),



Luwr (obraz Mona Lisy),



Katedrę Notre-Dame,



płynęliśmy Sekwaną (nie wiedziałem, że stoi na jej brzegu mała replika Statuy Wolności),



Wieżę Eiffla,



Łuk Triumfalny,



i wiele innych "drobniejszych" atrakcji. Do takich ciekawszych z nich można zaliczyć pobyt na dachu komendy Policji, mieli z niego naprawdę piękne widoki, dookoła było widać praktycznie większość z wymienionych wcześniej miejsc, do tego od godziny 22 Wieża Eiffla zaczęła ślicznie świecić, był to niepowtarzalny widok i poniższe zdjęcie niestety tego tak nie ukazuje.

Musze stwierdzić, że Paryż ma coś w sobie (jest bardzo ciekawym pod względem turystycznym miejscem), jednak jest dosyć brudnym miastem (pewnie ze względu na tą ogromną ilość turystów).

Następnym (i docelowym) celem naszej wycieczki, były okolice miejscowości Rennes w Bretanii (jakieś 400km na zachód od Paryża). Miejscowość świetnie położona geograficznie, bo blisko mieliśmy do morza jak i oceanu. Codziennie wyjeżdżaliśmy coś pozwiedzać, a to Saint Malo, Cancale, Saint Michel i wiele innych miejscowości, których niestety nazw niezapamiętałem. Naprawdę polecam te okolice Francji, bo były tam niepowtarzalne widoki. Chociaż byłem już kiedyś na południu Francji, nad Lazurowym Wybrzeżem, to jednak tych miejsc nie dało się ze sobą porównać.

Oczywiście pobyt tam wiązał się z zasmakowaniem ciekawostek kulinarnych, typu Krewetki (kilka rodzajów - takie sobie raczej za nimi nie przepadam), Ślimaki (smakowały jak żelki o smaku bliżej nieokreślonym), Mule (nawet dobre, szczególnie ta zupa w której "pływały"), Małże, Ostrygi (dopiero później dowiedziałem się, że były one żywe ;/), Raki (bardzo dobre), Kraby (podobnie jak raki, ich mięsa nie da się z niczym porównać), Karczochy (takie bezsmakowe warzywko), Żabie Udka (super sprawa, zdecydowanie najlepsze spośród wymienionych dań) i wiele innych, których nawet nazwy nie znałem, no ale co tam, raz się żyje to trzeba było trochę robaków pojeść ;)). W dodatku obiady to dla nich praktycznie rytułał, trwały minimum 2-3 godziny i przed nimi były podawane różnego rodzaju przystawki. O litrach wypitego wina i prawdziwego szampana nie wspomnę - aż łezka w oku się zakręciła jak Francuz Jean, u którego mieszkaliśmy, zasmakowawszy dopiero co otwartego wina, stwierdził, że coś jest z nim nie tak i wylał je do zlewu, w ten o to sposób ponad 30 euro poszło do ścieków ;/.

Kolejnym dla mnie zaskoczeniem była ilość owych win i piw pitych przez Francuzów i prowadzeniu przy tym samochodu. Praktycznie co 100km naszej podróży musieliśmy się zatrzymać, aby coś wypić (oprowadzał nas tam Jean). Podobno limit alkoholu w wydychanym powietrzu mają 0,5 promila, a jazda po pijaku nie jest traktowana u nich jako przestępstwo, tylko jak u nas coś na zasadzie przekroczenia dozwolonej prędkości na drodze. Za to właśnie za prędkość są dosyć surowo karani, bowiem za przekroczenie prędkości o 50km/h można dostać mandat w wysokości 1,5tyś. euro i zabierane jest prawko na miesiąc - masakra ja bym tego nie wytrzymał.

Przyznam, że aż żal było wyjeżdżać z tego kraju, w dodatku poznaliśmy tam naprawdę cudownych ludzi, którzy praktycznie nas nie znając potraktowali nas jak rodzinę. Mam nadzieję, że kiedyś będę miał okazję jeszcze tam powrócić ;)
BTW zdjęć mam ponad 2tyś. (6GB) i ciężko było z takiej ilości wybierać i odrzucać, ale udało mi się zejść do 63 fotek.

11 komentarzy

<< Poprzednie wpisy | Następne wpisy >>