Czasem trzeba ponarzekać jak stara baba, więc i na mnie przyszła pora. Sprawa jest dla mnie dosyć poważna bo tyczy się mojej przyszłości, dokładniej chodzi o studia. Co tu dużo gadać... postawiłem sobie chyba zbyt wysoko poprzeczkę, albo sądziłem, że jakoś to się ułoży i tak brnę małymi kroczkami już drugi rok na mimuw. Najgorsze jest to, że do tej pory nie wiem co chciałbym w przyszłości robić, a pracowanie dla samych pieniędzy to niestety nie moja bajka. Niepotrafiłbym wykonywać jakieś roboty, która nie przynosiłaby mi żadnej satysfakcji. Ale powracając do studiów, w sumie kierunek mi się podoba (w końcu od zawsze lubiłem matematykę) i fajne, że nie jest to "tylko" matematyka, bo mogę sobie dobierać również przedmioty z informatyki i ekonomii. Dołuje mnie jednak poziom tego nauczania - w sumie materiał jest do nauczenia i opanowania (przynajmniej tak mi się zwykle wydaje przed kolokwium, czy egzaminem), ale właśnie, gdy przychodzi moment jakiegoś zaliczenia, to nawet z przedmiotów, z których się najpewniej czuję dostaję 2. Niby podchodzę do tego z pewnym dystansem i w ogóle, ale jak patrzę na swoje oceny i widzę praktycznie same tróje i to w dodatku najczęściej z drugiego terminu, to jakoś zbytnio mnie to niecieszy, wręcz przytłacza, bo przyznam, że w pewnym stopniu wchodzi mi to na ambicję. Pewnie cieszyłbym się nawet i z tej średniej 3,0, gdyby przychodziło mi to z łatwością, ale tak nie jest. Nie raz już tak miałem, że chodziłem po kilka razy w tygodniu na konsultacje i czułem się w miarę dobrze z danego materiału, a na kolosie wypadałem bardzo słabo, więc gdzie tu jest pies pogrzebany? Bo raczej nie chodzi tu o to, że się stresuję przed jakimś zaliczeniem. Nawet sam dziekan na pierwszym roku powiedział mi, że ludzie, których za bardzo pochłania ta nauka i nie wyrabiają bo nie dają sobie z czymś rady, po prostu po jakimś czasie świrują - wtedy mnie to bawiło, ale teraz pomału zaczynam wiedzieć dlaczego tak się dzieje.
Strasznie wkurza mnie to, że na tych studiach nie mogę czuć się pewny siebie, bo ilekroć byłem, to przychodziło jeszcze większe rozczarowanie. Dużo myślałem nad zmianą kierunku studiów, czy nawet uczelni, ale szkoda mi trochę tych dwóch lat, bo przepadną jak kamień w wodę, a w dodatku mi się tu podoba. I co tu zrobić? To raczej pytanie retoryczne, bo chyba nikt poza samym mną nie będzie mógł na nie udzielić poprawnej (o ile taka istnieje) odpowiedzi...
HTML w komentarzach jest wyłączony, możesz jednak skorzystać z Textile Lite.
31 Sty 2008, 18:24:22 | Permalink
Pamiętam naszą rozmowę z początku zeszłego roku… miałeś takie same obawy…
Albo ta chandra dopada Cię zawsze w okolicach sesji albo… faktycznie nie jest to Twoje miejsce…
Z jednej strony chcesz zostać... z drugiej… te oceny…
Powiem Ci, że dopiero na trzecim roku bywa luźniej i jeśli dotrwałbyś, mógłbyś spokojnie zacząć drugi kierunek.
Jest jeszcze jedna sprawa… zawsze musisz być idealny? Mieć najlepsze stopnie? Wcale nie… można być zwykłym… nie trzeba się porównywać z lepszymi… tylko wierzyć w siebie… i to wystarcza… musi wystarczyć. Jak uczyłbyś się czegoś, co kochasz, to przychodziłoby Ci to łatwiej.
Trwaj może w tym… gdzie jesteś i w międzyczasie szukaj czegoś innego (wiem, pamiętam co chciałeś robić zamiast matmy, pomyśl o tym.. chyba, że już marzenia masz inne).
01 Lut 2008, 00:42:22 | Permalink
hmmmm… niestety jesli chodzi o kwestie amibicji to ja rozumiem Manka… i to naprawde jest przytlaczajace… wiesz ze stac Cie na wiecej, że coś potrafisz, a mimo to gowno mozesz zrobic… to naprawde koszmarne uczucie… :|
masz racje ze nikt Ci nie udzieli odpowiedzi… ale mysle, że skoro chcialbys tam zostac to w zasadzie powinienes sie raczej zastanowic jak silny jestes, dasz rade to znieść czy nie i na tej podstawie podjac decyzje :*
06 Maj 2008, 00:54:32 | Permalink
Witam cię. Maniu mam do ciebie pytanie chciałbym raczej się poradzić ciebie w pewnej kwesti jeżli mógłbym prosić o twojego emaila jeśli jest to możliwe. Bym bym bardzo wdzięczny jesli mógłbym na ciebie liczyć. Napisz na gudziog@wp.pl jeśli znajdziesz chwile a ja opisze ci mój problem. POZDRAWIAM
08 Sie 2008, 11:24:42 | Permalink
oj Mariusz… ciezko jest ciezko… ja troche moze zaluje momentami ze nie zrezygnowalam po pierwszym roku ale cóz… a analiza u Marciszewskiego i u Krycha(do pisalismy wszystko zawsze razem) jest troche łatwiejsza niz w naszym roczniku, a moze bardziej normalna i normalniejsze zadania… ale teraz znowu wrzesien mnie czeka…:( szkoda ze Cie nie ma bo juz nie mam z kim gadac i w ogole…:( daj znac na gg co ze soba teraz poczniesz;)